poniedziałek, 26 listopada 2012

XVII

XVII

Nie zastanawiając się ani chwili zadzwoniłam po taksówkę
-Jakby rodzice wrócili powiedz, że jestem u Agi-powiedziałam Dominice
-Okey daj znać co z nim jak będzie już coś wiadomo-odpowiedziała Dominika

Po 10 minutach taksówka była pod moim domem.
-Poproszę jak najszybciej do szpitala-powiedziałam do kierowcy
-Proszę bardzo-odjechaliśmy z piskiem opon

W aucie napisałam smsa do Bartka.

                    Jak możesz przyjedź szybko do szpitala, ze Zbyszkiem jest źle.
                                                                                                                        Karolina
Po jakichś 8 minutach byliśmy pod szpitalem, szybko zapłaciłam kierowcy i pobiegłam do sali, w której leżał Zbyszek. Na korytarzu zobaczyłam jego rodziców.

-Co się stało?-zapytałam pani Bartman
-Miał zapaść właśnie go reanimują-odpowiedziała zapłakana mama Zbyszka, przytuliłam ją chociaż mi też było bardzo ciężko.

Po 5 minutach z sali wyszli lekarze.

-Udało nam się przywrócić funkcje życiowe pacjenta, jednak najbliższa doba zadecyduje o jego życiu-przekazał nam lekarz.

Byłam zdruzgotana. Dlaczego to akurat musiało spotkać właśnie jego... Razem z rodzicami Zbyszka weszliśmy do sali, nie wyglądał dobrze, leżał, nie ruszał się, nie dawał żadnych oznak życia,kiedy go zobaczyłam łzy same napłynęły mi do oczu i musiałam wyjść z sali.

-Karolina-usłyszałam znajomy głos, był to Bartek, czekał na korytarzu, rozpłakałam się, podbiegłam do niego i wtuliłam się w jego ramiona.
-Ze Zbyszkiem jest bardzo źle, nie wiadomo czy przeżyje-powiedziałam przez łzy
-Wiem, że to trudne ale trzeba myśleć  że będzie dobrze-bezskutecznie pospieszał mnie Bartek,przytulił mnie i pogładził moje włosy swoją dłonią, potem pocałował mnie delikatnie, ale akurat w tym momencie nie miałam na to najmniejszej ochoty, cały czas myślałam o Zbyszku.

Usłyszałam otwierające się drzwi od sali gdzie leżał Zbyszek.
-Co tutaj się dzieję?-usłyszałam głos mamy Zbyszka. -To twój chłopak leży tam nieprzytomny walczy o życie, a ty tutaj się obściskujesz z jego przyjacielem?-powiedziała z żalem
-Ale proszę Pani to nie tak-próbowałam wyjaśnić
-Nie chcę Cię tu więcej widzieć na oczy Zbyszek już dość wycierpiał, nie potrzebna mu teraz taka dziewczyna jak Ty-przerwała mi ostro Pani Bartman i weszła z powrotem do sali trzaskając drzwiami

-Jak to jego dziewczyna..., Karolina myślałam, że się już zrozumieliśmy i przerwiesz to wszystko?-powiedział zdenerwowany Bartek
-Przecież, wiesz że nie mogłam inaczej byłam mu to winna chciałam mu powiedzieć gdy tylko się lepiej poczuje
-Dobra, dajmy sobie z tym wszystkim spokój-Bartek odsunął mnie na bok i wyszedł ze szpitala.

Pomyślałam sobie, że zraniłam kolejną osobę. Pobiegłam za nim, dogoniłam go kilkanaście metrów za szpitalem.

-Bartek poczekaj!-krzyknęłam
-Nie mamy o czym rozmawiać, idź do swojego chłopaka...-odpowiedział mi ostro, nawet na mnie nie patrząc.
-Bartek!-podbiegłam do niego i położyłam dłonie na jego twarzy.-Proszę, Cię daj nam szansę ,Zbyszek to tylko przyjaciel a to na Tobie najbardziej mi zależy. Kiedy tylko Cię poznałam wiedziałam, że to zawsze na Ciebie czekałam, że będziesz dla mnie kimś ważnym i jesteś. Bartek milczał.
-Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie zależy Ci na mnie a odejdę i już nigdy mnie nie zobaczysz...-powiedziałam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz