XI
Pierwsza myślę: Zbyszek, oby to nie był Zbyszek?
Spojrzałam na Bartka który od razu wziął telefon i próbował się dodzwonić do Zbyszka.
Cały czas włączała się automatyczna sekretarka. Byliśmy cali w nerwach. Postanowiliśmy pojechać do szpitala o którym mówili w wiadomościach. Szybko bez zastanowienia ubrałam się. Bartek wziął bluzę i szybo wyszliśmy z pokoju, przed hotelem zatrzymaliśmy pierwszą jadącą taksówkę. Pośpieszaliśmy kierowcą, pod szpitalem wypadłam z samochodu Bartek został, żeby zapłacić. Wbiegłam zadyszana na izbę przyjęć:
-Dzień dobry, chciałam się dowiedzieć o chłopaka z wypadku-powiedziałam drżącym zdyszanym głosem
-Dzień dobry proszę o imię i nazwisko osoby.-odpowiedziała miła pielęgniarka
-Bartman Zbigniew
-Chwileczkę-byłam zniecierpliwiona
-A pani jest kimś z rodziny?-zapytała pielęgniarka
-Yyyyy tak jestem siostrą-skłamałam
-Pan Zbigniew leży na intensywnej terapii, nie można go narazie odwiedzać jest nieprzytomny, jest w śpiączce nie wiadomo kiedy się obudzi.
Łzy podeszły mi do oczu, cały czas miałam nadzieje, że to nie Zbyszek cały czas myślałam, że zaraz ktoś mi powie, że to tylko zbieżność zdarzeń i to ktoś inny tylko nie on.
-Proszę panią bardzo tylko na chwilę, ja muszę go zobaczyć-poprosiłam ze łzami w oczach pielęgniarkę
-No, dobrze ale tylko 5 minut, zaprowadzę panią-powiedziała i spojrzała na mnie z politowaniem
Szliśmy długim korytarzem, co chwilę podjeżdżała kolejna karetka i przywozili rannych, byłam roztrzęsiona. Widziałam ludzi,którzy płakali i czekali na wiadomości o stanie zdrowia ich bliskich, wszyscy mieli w oczach ból i strach.
W końcu doszliśmy do sali pielęgniarka otworzyła mi drzwi;
-Proszę, tylko 5 minut-powtórzyła
Wtedy zobaczyłam Zbyszka takiego niewinnego,bezbronnego...Był podłączony pod kilka urządzeń, miał rurkę w ustach i kilka bandarzy na głowie,brzuchu i rękach. Leżał tam z zamkniętymi oczami jakby właśnie zasnął . Nie mogłam się powstrzymać od płaczu, łzy spływały mi po policzkach. Na początku bałam się podejść bliżej, przyglądałam mu się stojąc przy drzwiach sali. Po chwili podeszłam jednak bliżej, usiadłam na łóżku i złapałam go za rękę była taka ciepła, uścisnęłam ją, moja łza skapnęła na jego dłoń. Było mi strasznie ciężko, przecież tak go skrzywdziłam, może już nigdy nie będę miała okazji go przeprosić, nigdy nie będę miała okazji z nim porozmawiać, wytłumaczyć. Kolejne łzy spływały mi po policzku. Siedziałam tam i zadawałam sobie pytanie dlaczego to własnie jego musiało spotkać. Wtedy poczułam lekki uścisk mojej dłoni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz